MENU

piątek, 19 czerwca 2015

Wyszłam w środę a wróciłam w piątek

Czy ktokolwiek będąc na urlopie macierzyńskim może narzekać na nudę? Ja nie mogę ;)
Wyszłam z domu w środę a wróciłam w piątek. Oczywiście nie sama lecz ze Staszkiem.


W środę zawiozłam auto do mechanika by reaktywował w nim klimatyzację. Tak tak, wakacje się zbliżają, więc czas najwyższy ją naprawić i napełnić, by w upalne dni nie polegać jedynie na otwartych oknach ;)
Piękna pogoda oraz chęć poprawy sylwetki zmobilizowały mnie do pokonania dystansu 10 km (od mechanika do mieszkania mamy) na nogach. Pisałam już kiedyś o zdrowotnej roli spaceru? ;)



Staszek podziwiał widoki na zmianę z drzemką a ja raźnym krokiem ruszyłam przed siebie. Mieszkanie na Śląsku ma tą zaletę, że miasta płynnie przechodzą jedno
w drugie, zaliczyłam zatem podczas spaceru aż 3 granice ;)



  
Z perspektywy matki z wózkiem zaczęłam dostrzegać absurdy budowlane polskich dróg. To, że ścieżka rowerowa nagle się kończy i człowiek ryzykuje zdrowie balansując rowerem na krawężniku łączącym się pod kątem 45 stopni z torami tramwajowymi
i płynnie wpada nagle w koleiny na drodze, nie jest dla mnie nowością. Ale fakt,
że chodnik prowadzi tylko do przystanku tramwajowego i nagle znika w krzakach był dla mnie rozwiązaniem iście mistrzowskim ;). Żałuję, że nie wzięłam ze sobą aparatu fotograficznego, bo komórka moja była na wyczerpaniu i nie mogłam wcielić się
w rolę japończyka strzelającego co chwilę fotki. 

Do tego prowadziłam wózek i by nie nadrabiać drogi musiałam się przedostać na drugą stronę pętli tramwajowej, łamiąc przy tym większość przepisów ruchu drogowego:
brak zebry, podwójna linia ciągła, torowisko tramwajowe tonące w zieleni. Cud,
że zza krzaków nie wyskoczył żaden smerf ;)

Dystans pokonałam w czasie 1:30 h (zna się te skróty) :)
Najciekawsze jest to, że Staszek chyba odziedziczył poczucie humoru po mnie i te biegi z przeszkodami strasznie mu się podobały, bowiem zanosił się głośno śmiechem :)

W czwartek spotkałam się z koleżanką w Parku Śląskim (do którego dojechałam autobusem w 15 minut), gdzie spędziłyśmy w otoczeniu zieleni cztery godziny na nieśpiesznym przechadzaniu się, rozmowach i karmieniu piersią naszych synków. 

jednak perspektywa dużo zmienia ;)
To nie był koniec mojego spaceru, bowiem po południu umówiłam się z przyjaciółką, która mieszka niedaleko parku. Chcąc uwiecznić na zdjęciu flamingi różowe jeszcze raz zahaczyłam o zoo (flamingi nie doczekały się zdjęcia bo komórka odmówiła posłuszeństwa i padła) przez co musiałam zrobić dodatkowe 3 km by dotrzeć do celu. 
U przyjaciółki niespodziewanie wieczorem pojawiła się moja siostra bliźniaczka. Przyjechała skręcić jej łóżko z IKEA. Jak wiadomo w towarzystwie szybciej czas płynie i ani się nie obejrzałyśmy było już dobrze po godz.21.00. Siostra zaproponowała bym przenocowała ze Staszkiem u niej. 
Dojazd do jej mieszkania także odbył się z lekkim naciąganiem litery prawa: Staszek po raz pierwszy jechał w foteliku przodem do kierunku jazdy (na szczęście siostrzenica jest drobną trzylatką, więc zbytnio nie ryzykował).


Siostrzenica rano miała niespodziankę, gdy nas zobaczyła :) W piątek wróciliśmy około południa do domku, za środek transportu mając autobus. Godzina jazdy z jedną przesiadką i byliśmy na miejscu. Aha trasę, którą pokonałam w 1,5 godziny autobus pokonał w niepełna 18 minut.

4 komentarze:

  1. Hehehe ale wyprawa ;) Lubię stabilizację, ale czasem takie szaleństwa spontaniczne też są potrzebne. Ja dopiero wczoraj ogarnęłam się po ostatnio-tygodniowym jeżdżeniu (2 tygodnie mieszkania u rodziców i pilnowanie psa, przeprowadzka z powrotem do siebie do mieszkania, dzień później wyjazd pod namiot, powrót, tydzień pracy 5:00-18:00, kolejny weekend wyjazdowe wesele) i dopiero wczoraj się ogarnęliśmy po tych jazdach ;) P.S. Park Śląski - całe studia tam przesiedziałam na ławeczkach ze znajomymi popijając piwko w krzakach hehehe ;))) / Agata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyprawa niedaleka ale sprawiła nam dużo radości :) Właściwie co środę i czwartek jesteśmy poza domem, bo wyjazdy do mamy stały się dla nas cotygodniowym rytuałem ;)
      P.S. Może gdzieś tam się mijałyśmy kiedyś w Parku? ;)

      Usuń
  2. Spontan jest dobrą odskocznią od rutyny:) Zwłaszcza gdy jest się mamą:) Kocham Park Śląski! Swego czasu prawie tam mieszkałam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! Spontaniczne wypady to moja specjalność ;) Nie trzeba daleko wyjeżdżać by odkryć ciekawe miejsca dookoła :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...